ico

Dzieci piszą

Jesteś tutaj: Home » Dzieci piszą
 

Maura Domalska     kl. 7b

 
Wspólnie, choć daleko od siebie
               Pewnego dnia do Oviumpatriam, owczego miasta, przybył Koronawirus, lecz owce za wyjątkiem jednej, zlekceważyły najeździcę i nadal  spotykały się tłumnie. Tylko jedna, mądra, owca siedziała w domu i wychodziła z niego, dzierżąc żel antybakteryjny oraz mając maseczkę na pyszczku
Po jakimś czasie wróg zaczął zbierając swoje żniwo, zostawiając jagniątka bez babć, dziadków. Ale  zwierzęta nadal uparcie gromadziły się, wymyślając coraz to nowe zabawy.
W końcu najmądrzejsza z nich zaczęła systematycznie i skutecznie edukować koleżanki, które przekazywały tę wiedzę dalej, dzięki czemu całe Oviumcasta używało maseczek i rękawiczek ochronnych, na odległość  wymieniając się dobrymi bitami.
            W ten sposób wspólnie, choć daleko od siebie, owce pokonały Koronawirusa.

Kornelia Mądrawska  kl. 8c

STOP przemocy!
                W piękny dzień Króliczek Ala świętowała swoje urodziny. Rano rodzice złożyli dziewczynce urodzinowe życzenia. Po śniadaniu dostała wymarzony prezent. Grę komputerową. Wiek, od którego dzieci powinny w nią grać, był trochę wyższy, niż miała, ale nie przejęła się tym. Mama i tata nie zauważyli tego szczegółu.  Postanowiła  od razu w nią zagrać. Tata   pomógł jej włączyć komputer i włożyć płytę do odtwarzacza.
             Na monitorze   ukazał   się kolorowy świat.  Wszędzie  były śliczne  kwiatki i owocowe drzewa. Gra polegała na rozmowie z innymi graczami oraz wspólnym pielęgnowaniu sadu i ogrodu. Ala postanowiła napisać do Myszki Tosi. Pomyślała, że to może być jej przyjaciółka z klasy, która miała tak samo na imię i również była gryzoniem. Wszystko się zgadzało. Spytała nieznajomą, czy chodzą razem do klasy. Myszka potwierdziła. Niestety, po kilku dniach pisania ze sobą coś zaniepokoiło Króliczka. Myszka oznajmiła, że jeżeli nie poda jej hasła do konta, stanie się coś bardzo złego. Nie chciała powiedzieć, co to będzie, ale to wystarczyło, by Króliczek się wystraszył. Chciała przestać odpisywać myszce, ale ta wysyłała coraz więcej wiadomości. To nie były miłe i przyjazne wiadomości. Zaczęła podejrzewać, że to wcale nie jest osoba z jej klasy. Tosia nigdy by nie pisała takich rzeczy. Po kilku dniach Ala poszła do rodziców i opowiedziała wszystko, co wydarzyło się przez ostatnie dni. Zaniepokojeni rodzice skontaktowali się z Myszką, próbując wyjaśnić całą sytuację. Okazało się, że to nie była przyjaciółka z klasy Ali. Była to dorosła osoba udająca dziecko. Rodzice zgłosili sytuację na policję, ponieważ jest to przestępstwo.
               Następnego dnia mama porozmawiała z córką. Doszły do wniosku, że trzeba zwracać uwagę na wiek osób, które mogą grać w konkretną grę i wybierać je odpowiednio. Nie powinna się kontaktować z obcymi osobami bez wiedzy rodziców. Jeżeli ktoś zaczyna pisać niepokojące rzeczy, trzeba zgłaszać to rodzicom od razu. Oni wiedzą, co zrobić w takich sytuacjach!

 

Kornelia Mądrawska    kl. 8c

 
W pandemii
W dni pandemii każdy zamknięty w domu.
Wyjść z niego żadna przyjemność.
Ludzie schowani za maseczkami ze strachem w oczach.
Spotkanie człowieka może skończyć się tragicznie.
Wszyscy walczymy, lecz wroga nie widać.
Trzeba czekać.

Aleksandra Chełmieniecka  kl. 8a

Biega, krzyczy Polak mały:
gdzie są moje okulary, moje maski i przyłbice i gumowe rękawice?
Muszę zaraz z psem wychodzić, ale w prawo nie chcę godzić!
Wirus niby ślepy, mały, ale zmysł ma doskonały.
Zaraz znajdzie do mnie drogę, żeby mi wyrządzić szkodę.
Potem zrobi spustoszenie, bo zapuści  swe korzenie.
Oddech ciężki mój się stanie, w sercu zabrzmi kołatanie.
Czoło stanie się gorące…. .
Strzeż mnie Panie przed tym gadem!
W zdrowiu chcę się jeszcze bawić, więc się staram mu nie wadzić.
No dwór idę, kiedy muszę, w pojedynkę lubię chodzić.
Dystans trzymam od kamrata, a za rękę trzymam brata.
Dobrze zdaję sobie sprawę, że to minie już niebawem.
Teraz jednak, przyznam szczerze, ręce myję po spacerze.

 

Julia Rus   klasa 8c

 

,,Mały słodki problem”   
W pewnej kuchni, wśród stolików,
Na jednym żyło parę pierników.
Niedawno jednak stała się tragedia,
Którą nagłośniły piernikowe media.
Bowiem wirus straszliwy się rozprzestrzenił
I życie pierników odmienił.
Zarażały się ludki od siebie
Dla lekarzy nie było jak w niebie.
Jednak był sposób na powstrzymanie pandemii,
Czyli noszenie maseczek w kolorze zieleni.
Noszenie rękawiczek z lukru
I dezynfekcja płynem z cukru.
Tak mijały epidemii miesiące,
Pierniczki nie pokazywały się nawet na łące.
W domach swych piernikowych siedziały
I na koniec epidemii czekały.
Lecz raz rozniosły się ploteczki,
Że nie pomagają owe maseczki.
Dzień później z samego rana
Piernikami przepełniona była cała cukierkowa polana.
Wszystkie się nawzajem przytulały,
Mając w nosie kryzys cały.
Minęło miesięcy parę
I przepełnione były szpitale.
Populacja wciąż malała,
Bo służba zdrowia rady nie dawała.
I tak oto po tygodniach całych
Nie było już w kuchni pierników małych.
A morał z tego jest prosty
Zakładajmy maseczki na nosy!


Maura Domalska     klasa 7b

koronawirus zwany świrusem i bigosem
szukam o nim informacji
cały czas w telefonie siedzę z nosem
toteż nie zjem dziś kolacji

 

jestem teraz zbyt zajęta,
by poczytać komiks książki
choć obława to ponętna
cały świat jest w różne prążki

 

czarne białe kolorowe
barwy z czasem się zmieniają
ale zawsze są wygodne
one nigdy mnie nie zbywają

 

pozostają stałe bezpieczne
wykluczają to co złe
barwy odwieczne
wszystko inne jest mdłe

 

rękawiczki teraz modne
maseczki wszyscy noszą noszą
lecz to nie jest zbyt wygodne
i zbyt często się z tym obnoszą

 

Marcowe lepieje w koronie – wybór

Lepiej spotkać Voldemorta,
niż wirusa, tego czorta.
Hania Szpilczyn
*
Lepiej wpaść po pachy w błoto,
niż w koronie chodzić złoto.
Hania Szpilczyn
*
Lepiej z mamą obiad gotować,
niż w szkole wirusa hodować.
Julia Romer
*
Lepiej świnie w chlewie macać,
niż wirusa w szkole łapać.
Hania Szpilczyn
*
Lepiej kręcić się na krześle,
niż wirusa złapać w mieście.
Michał Siekierski
*
Lepiej powtarzać w domu na egzamin,
niż, wchodząc do galerii, łamać regulamin.
Julia Józkowska
*
Lepiej jeść niedobre musy,
niż złapać groźne wirusy.
Kornelia Mądrawska
*
Lepiej nudzić się potwornie,
niż wirusa mieć tygodnie.
Kornelia Mądrawska
*
Lepiej już mieć pustkę w głowie,
niż wirusa złapać w dłonie.
Sara Burnas
*
Lepiej pokój porządkować,
niż wirusa w sobie chować.
Sara Burnas
Lepiej smalcem umyć ręce,
niż w szpitalu leżeć w męce.
Oliwia Jaworska
*
Lepiej szpinak wcinać w cieście,
niż wirusa nieść po mieście.
Michał Siekierski
*
Lepiej Netflixa oglądać samotnie,
niż w szpitalu wyglądać okropnie.
Martyna Doktorczyk
*
Lepiej z lichym przegrać w scrabble,
niż z wirusem na oddziale.
Oliwier Michalak

*


Sara Burnas  kl.7b    

„W pandemii”

 

Mówili, że potrwa to tylko miesiąc;
że potem wszystko będzie dobrze.
Mimo że miesiąc minął szybko,
wszyscy wiedzieliśmy, że to nie koniec.

 

Maski nie pomogą nam zwalczyć wirusa.
Musimy walczyć sami ze sobą.
Tylko robiąc nic,
ratujemy  nas przed wszystkim.

 

Gdy jesteśmy zamknięci w domu przez długi czas,
problemy same się rodzą.

 

Wychodzę na dwór,
widzę tylko szarych ludzi w maskach.
Nikt jednak nie widzi,
czy się uśmiechają.

 

Mijamy siebie nawzajem.
Nikt nie pyta, jak się czuję.

 

Ludzie panikują,
robią zapasy mydła, papieru toaletowego i innych rzeczy,
aby przygotować się na nadchodzący kryzys.
Czy spytał nas ktoś, czy chcemy tak żyć?

 

Jedyne, za czym tęsknię,
to chwile spędzane z przyjaciółmi.

 

Potrzebuję prawdziwego dotyku,
prawdziwego uśmiechu
i prawdziwej więzi.

 

Dotykasz świata przez rękawiczki.
Nie zostawiasz po sobie śladu.
Uśmiechasz się, czerwone masz policzki.
Jednak nikt nie jest w stanie zauważyć,
co nosisz pod maską.

 

Zasłużyłam na chociaż jedną rzecz,
Nieważne jaką.
To nie ma znaczenia,
przez ten chaos zapomniałam,
kim jestem i czego chcę.

 

Jest wiele takich, których nie chciałam.
dużo, których potrzebuję
i mało, na które zasłużyłam.

 

Nie chciałam tego.

 

Jak powiadała moja mama – “To nie koncert życzeń”.

 

Aleksandra Chełmieniecka Klasa 8a

        Wyszukaj w sieci obraz „Fałsz kobiety” Witkacego. Są na nim 2 osoby oraz wiele szczegółów. Napisz dialog, może być zabawny, ale nie musi, jaki mógłby pojawić się między tymi osobami. Niech każda z nich wypowie się przynajmniej 5 razy.

źródło: https://www.digi-art.pl/pl/p/Witkacy-Falsz-Kobiety/642

 

         Spokojne, niedzielne popołudnie. Bogumił i Apolonia spędzają wspólnie czas na swoich ulubionych zajęciach. Ona, jak zwykle, siedzi w ogrodzie w ulubionym fotelu i z uwielbieniem przygląda się przechadzającym ludziom. On z radością oddaje się pasji malowania. Sielankę przerwa jednak hałas przy bramie.
– Bogumił, spójrz proszę, jacyś ludzie stoją pod bramą. Znasz ich?
– Eeee, pewnie jacyś żebracy. Przyszli błagać o jałmużnę. Nie wyglądają zbyt schludnie.
– Jak możesz tak oceniać ludzi? Nawet ich nie znasz.
– Znam, znam. Widywałem podobnych do nich.
– Ale nie możesz wszystkich mierzyć jedną miarą. Ta kobieta wygląda na naprawdę miłą. Może jest biedna, ale to niczego nie przesądza.
– Moja droga, uwierz w to, co mówię. Nie raz spotykałem takich jak oni w  swoim życiu. Kiedyś nawet jeden z takich próbował mnie okraść. – Mówiąc to Bogumił zacisnął pięść w gniewie. Bardzo dobrze pamiętał bowiem przykre zdarzenie, w czasie którego ledwo uszedł z życiem.
         Kot, słysząc te słowa, z zaciekawieniem spojrzał na panią i czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Apolonia nie dawała jednak za wygraną.
– Współczuję ci, ale myślę, że tym razem, się mylisz, Bogumile. Oni na pewno nie mają złych zamiarów. Spójrz, ta kobieta ma ze sobą małe dziecko. Przytula je z taką czułością…
– Kochanie, żyjesz w świecie iluzji. Otaczasz się pięknymi przedmiotami, żyjesz w pałacu i nie masz wyobrażenia o realnym świcie.
– Być może masz rację. Nie znam prawdziwego życia. Tak naprawdę nigdy nie zderzyłam się z agresją, czy przemocą. Czy to dlatego Twoje obrazy są zawsze takie ponure?
– Nie zawsze Apolonio. Czasem jednak tak wolę wyładować swój gniew. Ludzie często mają dwie twarze. Tę, którą chcą pokazać światu, i drugą – skrywaną. Wiele osób to wcielone demony.
– Wiesz… Wolę jednak wierzyć, że świat i ludzie wcale nie są tacy źli. Nie każdy ma złe zamiary i nie każdy żeruje na ludzkim nieszczęściu.
        Mówiąc to, Apolonia wciąż  analizowała słowa męża. Wiedziała, że jest w nich sporo racji. Chciała jednak wierzyć ludziom i najchętniej niosłaby pomoc wszystkim pokrzywdzonym.
        Jeszcze chwilę w zamyśleniu, przyglądała się  ludziom pod bramą. Ci jednak, zupełnie niezainteresowani właścicielami posesji, ruszyli w swoją stronę.


Hanna Konecka   klasa 8a

To był szczęśliwy dzień! Kartka z pamiętnika wybranego bohatera literackiego.
11 lutego 1942 roku
Co za dzień! Usunąłem niemiecką tablicę z pomnika Mikołaja Kopernika! To było niesamowite! Ale po kolei: Kilka dni temu w jakiejś encyklopedii wyczytałem, że astronom ma urodziny 19 lutego i postanowiłem, że taką okazję trzeba uczcić, więc przygotowałem plan, jak pozbyć się płyty zasłaniającej polski napis.
Zacząłem od badania optycznego – przyglądałem się czterem głowicom potężnych śrub, które przytwierdzały tablicę do cokołu, ale to było za mało. Musiałem je zbadać dotykiem. Wyznaczyłem sobie termin na dzisiaj.
O szóstej rano (bo wtedy był najmniejszy ruch) poszedłem pod pomnik,żeby na próbę dotknąć śruby. Co prawda pomnik stoi w fatalnym miejscu, bo naprzeciwko Komendy Głównej policji i u styku ruchliwych ulic, ale uznałem, że jeśli tak na wariata wejdę na pomnik, to uznają mnie za pijaka i nikomu nie przyjdzie na myśl, że będę likwidował płytę. Sprzyjała mi pogoda, bo był okropny mróz, więc nie było zbyt wielu przechodniów, a niemiecki wartownik widocznie poszedł się gdzieś ogrzać.
Bez chwili wahania wszedłem na cokół i zacząłem odkręcać pierwszą śrubę. Szło mi wyjątkowo łatwo i odruchowo zabrałem się za kolejną. Zacząłem się rozglądać dookoła.  Przechodnie przesuwali się w dali, jak we mgle. Wyszarpałem trzecią i czwartą „mutrę”, a mosiężna płyta z wielkim grzmotem i metalicznym dźwiękiem spadła na marmurowe schody i ześlizgnęła się na śnieg. TO BYŁO STRASZNE! Jak szaleniec zeskoczyłem z cokołu, chwyciłem płytę i zacząłem ile sił w nogach biec w kierunku ulicy Kopernika.
 Po paruset metrach stanąłem zdyszany i nasłuchiwałem uważnie czy ktoś mnie godni, ale nie słyszałem nic, dosłownie nic! Żadnych gwizdków, głosów, ani ruchów. Zupełnie nie wiedziałem co się dzieje. Zawróciłem i w każdej chwili gotowy do ucieczki poszedłem pod pomnik i obszedłem go dookoła. Byłem niesamowicie zdumiony! Nikt niczego nie widział i nie słyszał! Policjant po staremu grzał się w gmachu, więc postanowiłem, że taką okazję trzeba wykorzystać do ostatka!
Już nie zwracając żadnej uwagi na otoczenie, przejeżdżające od czasu do czasu wozy i przechodniów, ciągnąłem płytę w kierunku Obożnej. Była ciężka jak sto nieszczęść, ale po śniegu jakoś szło. Targałem ją tak za sobą kilkadziesiąt minut, a potem zakopałem ją w zaspie.
 Byłem okropnie spocony i zmęczony. Wróciłem do domu i cały czas jestem zdumiony, że to tak przeprowadza się te wszystkie wielkie akcje. To był zdecydowanie jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu! Jeszcze nigdy nie byłam z siebie taki dumny…

 

Aleksandra Chełmieniecka  klasa 8a                                                        

 
Recenzja filmu lub książki, którą możesz polecić osobom, które tracą nadzieję lub siły, które chcesz podnieść na duchu.
         Kiedy przeczytałam polecenie dotyczące napisania recenzji książki lub filmu, który mogłabym polecić osobom, które tracą siły lub nadzieję, a które chciałbym podnieść na duchu, od razu pomyślałam o filmie „Olej Lorenza”.
Film ten oglądałam jakiś czas temu z moimi rodzicami. Pamiętam, z jakim napięciem śledziliśmy akcję na ekranie w nadziei na pozytywny finał.
Film „Olej Lorenza” oparty jest na prawdziwej historii życia Augusto i Michaeli Odone, rodziców kilkuletniego Lorenza.
Gdy Lorenzo miał kilka lat, pojawiły się u niego pierwsze symptomy tajemniczej choroby. Zrozpaczeni rodzice dowiedzieli się, że w przypadku ich syna medycyna jest bezradna. Zdiagnozowano u niego adrenoleukodystrofię (ALD), bardzo rzadkie, nieuleczalne zwyrodnienie mózgu, występujące u chłopców. Adrenoleukodystrofia to choroba genetyczna, która powoduje wrodzony niedobór  pewnego enzymu, w efekcie czego w organizmie gromadzą się długołańcuchowe nasycone kwasy tłuszczowe, które uszkadzają włókna nerwowe.
Diagnoza tej choroby w latach osiemdziesiątych oznaczała najgorsze. Lekarze dawali wówczas dziecku najwyżej dwa lata życia.
Zarówno Augusto jak i Michaeli Odone nie pogodzili się z takim losem. Postanowili walczyć o życie syna, uciekając się do tradycyjnej medycyny. Na własną rękę, on – ekonomista i ona – wydawca, postanowili poznać chorobę i zaczęli poszukiwać sposobów walki z nią. Stwierdzili, że ponieważ organizm ich syna nie może sprawnie usuwać gromadzących się w nim kwasów tłuszczowych, należy doprowadzić do tego, by te kwasy w ogóle nie powstawały.
Dzięki niewyobrażalnemu uporowi i przestudiowaniu setek książek medycznych odkryli sposób na zatrzymanie choroby. Okazała się nim mieszanina dwóch nienasyconych kwasów tłuszczowych – erukowego i oleinowego. Mieszankę tę nazwano olejem Lorenza.
Film „Olej Lorenza” w genialny sposób pokazuje walkę rodziców małego chłopca o jego życie. Walkę heroiczną, szaloną i wymykającą się wszelkim zasadom logiki. Tam, gdzie wszyscy inni tracili nadzieję i wiarę na wynalezienie lekarstwa na tę niezwykle rzadką chorobę, tam Augusto rozpoczynał swoje poszukiwania. Przemierzał całe USA w poszukiwaniu ekspertów, czytał wszystkie możliwe książki na ten temat i poświęcał każdą możliwą chwilę na sprawdzanie najbardziej zwariowanych pomysłów.
Ostatecznie jednak wiara w zwycięstwo nad chorobą syna brała górę. Ta wiara przyniosła niebotyczne efekty…
Po dwóch latach kuracji wynalezionym przez rodziców olejem stan Lorenzo znacząco się poprawił. Choroba zatrzymała się, choć dokonanych zniszczeń nie dało się już naprawić. Lorenzo mógł jednak w pewnym ograniczonym zakresie komunikować się z rodzicami.
Mimo że film „Olej Lorenza” ma już ponad 25 lat, nadal potrafi wzbudzić te same emocje. Z jednej strony to doskonały dokument pokazujący, że w poszukiwaniu leków i sposobów na uzdrowienie nie musimy polegać wyłącznie na łasce lekarzy i firm farmaceutycznych, z drugiej strony jest uniwersalną historią pokazującą siłę rodzicielskiej miłości, która nie zna granic.
Film powstał w 1992 roku. Jego reżyserem był George Miller. W rolach głównych wystąpili w nim Nick Nolte i Susan Sarandon. Ta ostatnia za swoją kreację Michaeli Odone otrzymała nawet nominację do Złotego Globu i Oscara. Już samo to powinno wystarczyć, by zwrócić uwagę na ten obraz.
Szczerze polecam.

 

*   Lorenzo przeżył 30 lat. Zmarł w rezultacie komplikacji po zapaleniu płuc.Olej Lorenza, opracowany przez jego rodziców, długo badali naukowcy. Niektórzy z nich potwierdzili jego skuteczność. Udowodnili, że substancja ta może też być skutecznym środkiem zapobiegającym ALD. Mikstura nie dopuściła do rozwoju choroby u prawie trzech czwartych badanych chłopców.
       We Włoszech przypomina się, że w 1996 roku piosenkę Lorenzo zadedykował Phil Collins.
      W jej tworzeniu brał udział jej bohater, który słowa aprobował ruchem brwi.


Aleksandra Chełmeniecka   kl. 8a

Stop agresji!
„Nowy”
        Zuzka, odkąd pamięta, lubiła chodzić do szkoły. Nauka nigdy nie sprawiała jej problemów. Nie była prymusem, ale nigdy też nie miała problemów. O tym, do której szkoły pójdzie, zdecydowała dawno temu, podczas zabawy w piaskownicy. Pamięta jak zaczepiła ją Asia.
– Zuzia, moja mama mówi, że nie będziemy zawsze chodziły do przedszkola – powiedziała.
– Ależ ty jesteś głupiutka! Moja mama mówi, że jeszcze bardzo, bardzo długo będziemy tu przychodzić. Aż 92 dni.
– 92 dni? To strasznie dużo czasu. To chyba rok, albo dłużej- skomentowała Asia.
– Zuziu…. Ale jeżeli już nie będziemy tutaj przychodzić, to może pójdziemy do jednej szkoły? Tej na naszym osiedlu?
– To jest bardzo dobry pomysł, Asiu! Powiem mojej mamie, o tym, co ustaliłyśmy.
          Zuzka z rozrzewnieniem uśmiechnęła się do swoich wspomnień. Od tego czasu minęło prawie siedem lat. Nadal przyjaźniły się z Asią. Były  prawie nierozłączne. Razem chodziły rano na zajęcia i razem wracały po szkole do domu.
Pewnego listopadowego ranka sytuacja jednak uległa zmianie. Do ich klasy dołączył nowy uczeń. Igor, bo tak miał na imię, od razu zwrócił na siebie uwagę wszystkich, szczególnie dziewcząt. Był wysoki, szczupły, miał niebieskie oczy i cudowny uśmiech. To właśnie ten uśmiech stał się początkiem kłótni Zuzi i Asi.
– Widziałaś, jak on się ślicznie uśmiecha? – zapytała Asia
– Normalnie – odrzekła przyjaciółka.
Zuzka już wiedziała, że dziewczynie chłopak też wpadł w oko i czuła, że będą z tego kłopoty. Asia tego dnia po raz pierwszy nie wracała z Zuzką ze szkoły. Przyjaciółka zapytała ją nawet o to dlaczego, jednak Asia udzieliła wymijającej odpowiedzi.
Następnego dnia dziewczynka zapytała Zuzię, czy mogłaby usiąść z kimś innym w ławce.
– Zuzka, może usiądę dzisiaj z Igorem? Wiesz, on jest nowy. Nikogo tu nie zna. Pomogę mu odnaleźć się w nowej szkole- powiedziała.
Tego było dla Zuzki zbyt wiele. W jednym momencie traciła przyjaciółkę i niebieskookiego bożka. Nie zamierzała jednak poddać się bez walki. Obmyśliła chytry plan, który zamierzała wcielić w życie.
              Przez kilka następnych dni życie toczyło się bez większych zmian. Asia i Igor stawali się nierozłączni, a Zuzia szukała innego towarzystwa. Dosyć niechętnie dołączyła do grupki, od której kiedyś raczej stroniła. Dorota, która stała na jej czele, znana była z agresji i wulgarnego języka. Zuzka jednak miała w tym swój plan.
           Pewnego wieczoru wysłała do Doroty e-mail. Napisała w nim, że Asia i Igor naśmiewają się z Doroty i jej znajomych. Uważają ich za nieudaczników i „patusów”. Wspomniała również, o tym że ich rodziny i rodzice, to społeczny margines i patologia. Ona natomiast, jako jej nowa koleżanka, nie mogła tego przemilczeć.
Miała nadzieję, że Dorota nie pozostawi tego bez komentarza i rozprawi się z irytującą Zuzkę parą.
            Kiedy następnego dnia przyszła na lekcje, okazało się że Asi i Igora nie ma w szkole. Nic sobie jednak z tego specjalnie nie zrobiła. Jednak, kiedy na trzeciej godzinie lekcyjnej do ich klasy weszła pani pedagog, poczuła lekkie zdenerwowanie. Okazało się, że Asia i Igor zostali pobici. Na szczęście niezbyt mocno, ale musieli trafić do lekarza. Zuzce serce zaczęło bić mocniej. Domyślała się, dlaczego ich to spotkało. Nagle pożałowała swoich oszczerstw i chciała wyjawić prawdę o tym, że to ona sprowokowała Dorotę i jej bandę do pobicia. Chciała przyznać, że wszystko, co napisała, było nieprawdą i bardzo tego żałuje. Zabrakło jej jednak odwagi.
            Kiedy po kilku dniach Asia i Igor wrócili do szkoły, Zuzia nie potrafiła dłużej żyć z tym co zrobiła. Obawiała się odrzucenia, ale poprosiła przyjaciółkę o rozmowę. Wyjawiła jej okrutną prawdę i powód, dla którego to zrobiła. Błagała Asię o przebaczenie.
Przyjaciółka rozumiała, że Zuzia mogła poczuć się odtrącona. W końcu zawsze  spędzały czas głównie ze sobą. Przeprosiła ją, że przez jakiś czas poświęcała jej mniej uwagi. Nie wybaczyła jej jednak oszczerstw i przemocy, które ją spotkały z powodu zazdrości. Powiedziała, że potrzebuje więcej czasu i być może kiedyś znowu staną się dla siebie bliskie.
           Zuzia uszanowała wolę koleżanki. W końcu nie można bezkarnie rzucać na kogoś obelg, kłamstw i knuć intryg. Miała jednak nadzieję, że kiedyś….., kiedyś Asia jej wybaczy.
            Ten czas stał się dla Zuzi lekcją o tym, że ludzi trzeba szanować, że należy mówić tylko prawdę i nigdy nie knuć za plecami, bo można tym komuś wyrządzić wielką krzywdę.

 

Maura Domalska     klasa 7b

Bohaterstwo niejedno ma imię.

         Bohaterstwo może objawiać się na wiele sposobów.
W swoim życiu poznałam wiele rodzajów niesamowitej odwagi oraz heroicznych czynów i wiem, że można ich dokonać na różne sposoby – na przykład poprzez zrywanie nazistowskich flag, jak to robili bohaterowie ,,Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Heroicznym, ale trochę mniej oczywistym, jest również zrobienie zakupów osobie starszej, zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy panuje koronawirus. Można zachować się jak prawdziwy bohater, jedynie dotrzymując towarzystwa samotnej osobie.
Jestem przekonana, iż wielu ludzi codziennie w jakimś stopniu pomaga drugiemu człowiekowi lub zwierzęciu. Oddając do schronisk stare koce lub nieużywaną pościel ludzie ratują życie zwierząt. Zwyczajne wyjście z psem na spacer jest dobrym zadbaniem o własnego pupila. Jednak największym prezentem dla tych stworzeń jest zapewnienie im domu, ofiarowanie swojej miłości i otoczenie ich opieką. Zwierzęta nie są ludźmi, ale to nie znaczy, że nie mają uczuć. Czasami potrzeba czasu, byśmy zdobyli zaufanie psów, ale zdecydowanie warto czekać. Osobiście nigdy nie doświadczyłam takiej psiej wierności. Sądzę, że to wspaniałe i bardzo wzniosłe uczucie jest niczym niezmącone oddanie. Wiem jednak, że niektórzy ludzie korzystają z tego w niewłaściwy sposób, a psy ślepo zapatrzone w właściciela za każdym razem wracają i liżą ich po twarzy.
Bohaterską i po prostu dobrą decyzją jest nieaprobowanie złych i niszczących zachowań nękania czy przemocy psychicznej i fizycznej. Poszkodowany jest często zastraszany, więc lęka się poprosić o pomoc z obawy o nasilenie się prześladowań, dlatego najlepszą formą pomocy jest samodzielne wyjście z inicjatywą i wyciągnięcie pomocnej dłoni. Każdy zasługuje na szacunek. A w razie niezatrzymania lub pogorszenia się nagonki trzeba bezzwłocznie zwrócić się o pomoc do policji.
Równe prawa egzystencji mają czyny moralne i haniebne. Można wyrzucić stare ubranie, zostawić je w szafie na tak zwane „lepsze czasy”  (które nigdy nie nadejdą), lub oddać je do sierocińca, domu samotnej matki czy jakiejkolwiek innej organizacji charytatywnej. Trzeba tylko chcieć, wyłącznie od nas zależy, co zrobimy z różnymi przedmiotami. Każdego dnia stajemy przed wyborem dobra lub zła i to jedynie od nas zależy, którą drogą postanowimy pójść.
Niezbitym dowodem na odwagę ludzi młodych, niedoświadczonych przez życie jest cudownie opowiedziana historia Rudego, Alka i Zośki w ,,Kamieniach na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Jan Bytnar był katowany i nawet pod groźbą śmierci nie podał okupantowi nazwisk, ani miejsc spotkań tajnej opozycji. Chłopak milczał jak zaklęty, co dowiodło jego lwiego serca i hartu ducha.
Rudy nie winił nikogo, że ograniczono mu wolność w ten bolesny sposób.
Alek, jeden z trzech bohaterów ,,Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego, zginął przez paskudne zranienie brzucha, którego nabawił się podczas Akcji pod Arsenałem, gdy razem z zespołem z rąk wroga odbijał Jana Bytnara – chłopaka, z którym rywalizował, kto więcej nazistowskich flag zerwie i zbije więcej szyb zakładów fotograficznych. Dowiodło to jego dojrzałości, potrafił odłożyć na bok życie prywatne i poświęcić się dla swojego “rywala”. Jednak ta konkurencja pozwoliła chłopakom wykazywać się w akcjach Małego Sabotażu. Maciej Dawidowski  był niewątpliwie bohaterem. Dowiodło tego jego zachowanie ,,Jest pan bohaterskim typem- Alek zamilkł, zjeżył się cały i po kilku minutach wstał od stołu. Czuł się źle do końca dnia. Nie znosił w ogóle wzniosłych słów (…). To, co usłyszał, sprawiło mu wprost fizyczną przykrość.” Ta sytuacja sprawiła, że uważam go za człowieka takiego, jakim powinien być – skromnego, ale odważnego, niechwalącego się swoimi osiągnięciami.
Heroizm jest bezinteresowny i altruistyczny. Potwierdza to cytat tytułowej bohaterki ,,Ani z Zielonego Wzgórza” pióra Lucy Maud Montgomery ,,Mogłabym oddać połowę Dianie? Będą mi bardziej smakowały, gdy będziemy jadły je razem”. Dziewczyna wolała oddać połowę drażetek przyjaciółce, niż zjeść je sama. Uważam to za godną poszanowania postawę. Takie gesty zawsze wywołują uśmiech na twarzy.
Mimo istnienia wielu bohaterów, nie ma wyraźnego wzorca lub wzorców postępowania, różni ludzie darzą łaskami osoby o innych cechach. Ja cenię sobie prawdomówność i lojalność, a ktoś inny może poważać charakter człowieka odnajdującego się w każdej sytuacji i potrafiącego wyjść cało z opresji. Nie mówię, że to usposobienie nie może się scalać w jedną duszę, aczkolwiek jest to niecodzienne i nieszablonowe.
Sądzę, że nikt nie jest skrajnie dobry, ani skrajnie zły. Pierwsza heroiczna postać, która przychodzi mi na myśl to Severus Snape z serii ,,Harry Potter” Joanne Rowling. Profesor chronił tytułowego bohatera, mimo, że był synem jego ukochanej i mężczyzny, który poniżał go i wyzywał, robił tak w imię wyższego dobra. Był podwójnym szpiegiem, śledził posunięcia głównego antagonisty i jednocześnie udawał, że jest jego oddanym sługą i donosicielem na jasną stronę. Umarł jako bohater, poświęcił życie wierząc, że przysłużył się światu. To prawda, gdyby nie on, ten książkowy świat spowiłaby ciemność i nikt nie zdołałby tego naprawić.
Wszystkie przedstawione wyżej argumenty dobitnie świadczą o tym, że bohaterstwo niejedno ma imię. Bohaterowie “Kamieni na szaniec” wykazali się heroizmem poświęcając się ojczyźnie, “Ania z Zielonego Wzgórza” zachowała się wzorcowo jedynie dzieląc się czymś z drugim człowiekiem, a w “Harrym Potterze” Severus Snape wykazał się odwagą, chroniąc głównego bohatera, mimo iż nikt go do tego nie zmuszał.
Każdy z nas może codziennie wykazać się odwagą. Co prawda zyskiem nie są wtedy majątki, jakich niektórzy z nas by oczekiwali, ale są nimi o wiele cenniejsze wartości – radość, duma i wdzięczność drugiego człowieka.


Marika Lasota  klasa 8a

Recenzja książki niosącej pokrzepienie

            Po książkę ,,Małe kobietki’’ autorstwa Louisy May Alcott sięgnęłam, gdy miałam ochotę na przeczytanie książki innego gatunku niż fantastyka czy kryminał. Właściwie znalazłam ją przez przypadek w bibliotece i zdecydowałam, że ją przeczytam. ,,Małe kobietki’’ poruszają tematy siły kobiet i uporu w dążeniu do celu, wzajemnym wsparciu kobiet.
     Louisa May Alcott (29.11.1832 – 06.03.1888 r.) była amerykańską pisarką, jedną                  z pionierek literatury kobiecej. ,,Małe kobietki’’ (1868 r.) powstały, kiedy wydawca poprosił ją o napisanie książki dla dziewcząt. Powieść cieszyła się ogromną popularnością  i zapoczątkowała realistyczną powieść dla młodzieży. O sukcesie zadecydowała sprawnie skonstruowana fabuła i przekonująco naszkicowane postaci. Powieść została dwukrotnie zekranizowana.
Znając życiorys autorki czytelnik, czytając powieść, odnosi wrażenie, że główna bohaterka ma jej cechy.
Powieść opowiada o losach rodziny March: Jo, Amy, Meg, Beth i ich matki – Mary. Kobiety mieszkają w Orchard House w Concord.
Cztery siostry, a każda z nich została obdarzona talentem, Meg wykazywała talent aktorski, Bath pięknie grała na pianinie, Amy malowała, a Jo – główna bohaterka pisała powieść, o którą prosił ją wydawca.
Siostry zawsze się wspierały i pomagały sobie w różnych sytuacjach.
Jo wyróżniała się na tle sióstr, a nawet na tle innych kobiet, które żyły według standardów XIX w. tym, że spełniała się w swojej pasji nie pozostawała długo w jednym miejscu i zawsze chciała żyć na własną rękę.
Myślę, że ta książka jest skierowana nie tylko do kobiet, ale również do mężczyzn. Kobietom, by dać siłę do spełniania pasji i uświadomić, że płeć nie jest do tego przeszkodą, a mężczyznom, by wiedzieli, że kobiety potrafią więcej niż im się wydaje i nie próbowali zaniżać ich wartości.
Moim zdaniem wybór tej książki był naprawdę dobry i dlatego polecam ją wszystkim i zachęcam do przeczytania.


 
Sen o gwiazdach
 
Idę prosto przed siebie
Ach, gdzież jest koniec i kres?
Gwiazdy liczę na niebie
Oczyma pełnymi łez.
 
Tam wysoko nad głowami,
Ciemne niebo jest z gwiazdami.
Tych gwiazdeczek są tysiące,
Tak jak kwiatów na mej łące.
 
Kolorami wciąż się mienią,
Świecąc jasno ponad ziemią.
Uśmiechają się do siebie,
Goniąc w berka gdzieś po niebie.
 
Dech ciekawość mi zapiera –
– Co gwiazdeczka ta zawiera?
Czy się cieszy? Może smuci?
Jeśli spadnie, to czy wróci?
I czy gdy ją już zobaczę,
Moje życie wnet odwróci?
 
Stara baśń nam opowiada,
Że gdy gwiazda z nieba spada,
Jeśli będziesz chciał szalenie,
Wtedy spełni twe życzenie.
 
Wiec wpatruję się czasami
Czarne niebo z gwiazdeczkami.
Czekam, może jedna spadnie,
By życzenie spełnić dla mnie…
 
 
Sofia El Kholy 
klasa 5a

 

Pamięć bolesna
 
Pamiętam, że chciałam odejść,
Garścią ziemi się stać.
 
Pamiętam – Nie było dobrze!
Po prostu chciałam iść spać.
 
Pamiętam każdy poranek.
I łzy. Moje gorzkie łzy.
Tak trudno było o uśmiech
I o wiarę w lepsze dni.
 
O oddech też wtedy trudno,
Powietrze zbyt ciężkie jest,
 
By jeden malutki człowiek
Udźwignął ciężar ten.
 
 
Sofia El Kholy 
klasa 5a



               Wymiana dobra
 
                        Ludzi idealnych wyjątkowymi zastąpię,
                        bym sobą mogła znów być.
                        Wszystko, co perfekcyjne, na zabawne zmienię,
                         chcę w oryginalności żyć.
                        Farbę na ścianę mam, kolor na szafki,
                        a na okna różowe zasłonki.
                        Wezmę kredkę i kartkę, a nie długopis i zeszyt,
                         rysować będę biedronki.
                        Rośliny, zwierzęta, serduszka, kokardki
                        postaram się ożywić,
                        miłością, nadzieją, radością i troską,
                        to, co smutne, pożywić.
                        Przyjaźnie pragnę wznowić, więzi naprawić
                         w najlepszym ciągle tkwić.
                        O słońcu, ciasteczkach, niespodziankach i szczęściu
                        ciągle sobie śnić.
                        Na błędach się uczyć, spełniać marzenia,
                        by cel swój tak osiągać.
                        Do pracy się rwać, omijać przeszkody
                        i już się nie ociągać.
                       Nie poddać się, za celem gnać
                       i ciągle piąć się w górę.
                      Przeczytać wiersz, pomyśleć chwilę
                      i spełnić wszystko…
                       ….co pomoże dotknąć chmurę!

 

 Hanna Konecka
klasa 5a